Podcast

Przedszkole przyszłości (Monika Sobkowiak)

W 10 odcinku podcastu "To dziecinnie poste!" nasz gość, Monika Sobkowiak, autorka bloga Pani Monia, rozważa, jak będzie wyglądać przedszkole przyszłości. Zapraszamy!

  1. Jak może wyglądać takie przedszkole?
  2. Jakie cechy powinien mieć nauczyciel, aby odpowiednio przygotować dzieci do wyzwań przyszłości?
  3. Jakie kompetencje i umiejętności powinno posiadać dziecko, aby korespondowały one z przyszłością?

Posłuchaj podcastu

Nasz gość

Monika Sobkowiak
Nauczycielka wychowania przedszkolnego i neurologopeda z Wrocławia, autorka poradników dla rodziców i nauczycieli oraz licznych artykułów i gier edukacyjnych.
Nastawiona na ciągłe poszukiwanie kreatywnych rozwiązań edukacyjnych i rozwijanie twórczego myślenia u dzieci w wieku przedszkolnym. Autorka bloga https://panimonia.pl, któremu w mediach społecznościowych zaufało ponad 50 tysięcy rodziców i nauczycieli.

Transkrypcja podcastu

Justyna: Cześć. Witam w dziesiątym odcinku podcastu To dziecinnie proste. Tym razem poruszymy ciekawy i dość nietypowy temat, a mianowicie rozważymy, jak będzie wyglądało przedszkole przyszłości. Podcast poprowadzi dobrze już wam znana Monika Sobkowiak. Oddaję głos Monice, a wam życzę miłego słuchania.

Monika: Dzień dobry i cześć, z tej strony Monika Sobkowiak, autorka bloga Pani Monia. Mam ogromną przyjemność zaprosić was dziś do wysłuchania podcastu, który dotyczył będzie przedszkola przyszłości. Będziemy rozmawiali o tym, jak mogłoby wyglądać takie przedszkole w kontekście budynku, w kontekście przestrzeni, w której edukacja będzie realizowana. Z drugiej strony postaramy się pokazać, jakie cechy powinien posiadać nauczyciel, jakie cechy będą sprzyjały temu, aby przygotowywać dziecko do wyzwań przyszłości. I takim trzecim elementem będzie oczywiście samo dziecko, a konkretnie kompetencje, cechy, umiejętności, jakie to dziecko powinno posiadać, aby korespondowały one z przyszłością. Jaka jest trudność wszystkich tych rozważań? Taka, że oczywistym faktem jest to, że tej przyszłości nie znamy, ale możemy przypuszczać, opierając się na tych zmianach, które zaszły już teraz, opierając się na tempie zmian, jakie zachodzą, że tych zmian będzie coraz więcej, że tempo tych zmian będzie coraz większe, że będą one jakościowo na zupełnie inną skalę, co sprawia, że jakby edukowanie dziecka w jakimś jednym konkretnym kierunku, zakładające taką jedną konkretną ścieżkę, jeden konkretny styl, nie będzie tak efektywne i nie będzie miało takiego przełożenia na te wyzwania przyszłości, jak właśnie nastawienie się w edukacji na taką otwartość, na elastyczność, na umiejętność dostosowywania się do zmian, które zachodzą. No i postaram się pokazać, jak to zrealizować w przedszkolu, bo, tak mówiąc w sposób ogólny, być może nie jest to jeszcze aż tak klarowne, więc postaram się pokazać, gdzie te przestrzenie się tworzą i jak mogłyby wyglądać, i jak by mogło to wszystko przebiegać.

Zacznijmy od tego, co moim zdaniem zmienić najłatwiej ze względu na to, że wystarcza tutaj zastosować, zaimplementować różne rozwiązania, które już istnieją, do placówek oświatowych, do placówek przedszkolnych. Wydaje mi się, że mimo wszystko szkoła jest we wprowadzaniu różnych systemów troszeczkę bardziej doceniana. Szkoły operują już internetowymi dziennikami, w szkołach dużo szybciej pewne zmiany zachodzą. W przedszkolach trzeba na to troszeczkę dłużej poczekać. Widać, że ten priorytet na szkołę jest troszeczkę większy, a szkoda. Mam tutaj na myśli przede wszystkim takie rozwiązania, które istnieją już w bardzo wielu przestrzeniach, w bardzo wielu branżach, a wciąż, jeżeli chodzi o placówki oświatowe, są nieobecne albo spotykane bardzo rzadko. Jednym z takich prostszych elementów jest elektroniczna ewidencja godzin pobytu dziecka w przedszkolu. Mam na myśli tutaj te systemy, gdzie rodzic po wejściu do przedszkola odbija się kartą, która zaznacza czas przyjścia dziecka do przedszkola i czas wyjścia dziecka z przedszkola. Ułatwia to ogromnie wiele rzeczy, które ma do zrobienia nauczyciel. Po pierwsze, jeżeli ten system funkcjonowałby prawnie, no to nie byłoby potrzeby sprawdzania obecności tak na bieżąco, bo byłaby ona ewidencjonowana już odgórnie. Gdybyśmy dodatkowo mieli systemy i komputery w naszych stanach, moglibyśmy mieć do tego bezpośredni wgląd od razu, byłoby to dużo prostsze i byłoby to dużym ułatwieniem.

Co więcej, nie musielibyśmy tworzyć zestawień, które dzisiaj tworzy się w wersji papierowej, w których zaliczamy dni, w których dziecko było w przedszkolu, zliczamy godziny, w których ono było i nie są to obliczenia wolne od błędów, i nikogo to chyba nie dziwi, bo jednak jest to bardzo przestarzała forma prowadzenia takiej dokumentacji. Ale sama ewidencja pobytu dziecka w przedszkolu powiedzmy czasowo dziennie nie zajmuje aż tak wiele czasu, a są takie dokumenty, które myślę, że kradną ten czas, który moglibyśmy poświęcić na ciekawsze zajęcia dydaktyczne i moglibyśmy prowadzić tą dokumentację po prostu w prostszy sposób, i jest to możliwe, bo jakby technologia jest już na tym poziomie, wystarczyłoby te rozwiązania zastosować. Mam tutaj na myśli choćby dzienniki, które tworzymy. Gdyby nie były one w wersji papierowej, gdyby były prowadzone w formie elektronicznej i odpowiednio jakby opracowane, jeżeli chodzi o system, w którym byśmy to wprowadzali, moglibyśmy z łatwością generować wiele dokumentów, które musimy tworzyć, w których powielamy treści, które już raz zapisaliśmy w jednym ze sprawozdań lub w samym dzienniku. Mam tu na myśli na przykład wycieczki, które zapisujemy, zebranie z rodzicami, to wszystko znajduje się w dzienniku, ale na potrzeby różnych dokumentów jest ponownie wyciągane i przepisywane do tych dokumentów. Gdyby to wszystko było stworzone w formie elektronicznej, gdyby to było jedną elektroniczną bazą, no to ta baza pozwalałaby generować różne zestawienia w zależności od naszych potrzeb. Byłoby to ogromną oszczędnością czasu. I uważam, że to jest taki krok, który mam nadzieję, że znajdzie w najbliższej przyszłości i że będzie to jakaś zmiana, która ułatwi naprawdę zarówno też komunikację z rodzicami, bo te systemy umożliwiają komunikowanie się z rodzicem, jak i po prostu będą ograniczały czas, który jest poświęcany na dokumentację, a który jest czasem, który nie wnosi nic wartościowego w sam rozwój dziecka, w naszą edukację, w to, jak ją prowadzimy. Jeżeli myślimy o takiej cyfryzacji i myślimy o zdobyczach technologii i ich zastosowaniu w przedszkolach, no to takim znamiennym deficytem jest fakt, że w przedszkolach, często w szkołach też i na takim poziomie, w jakim byłoby to wystarczające, brakuje przede wszystkim komputerów i takiej przestrzeni, w której z jednej strony mogą tworzyć nauczyciele pomoce i dokumentację, którą tworzyć muszą, a z drugiej strony nie ma sprzętu, który pozwalałby na to, żeby na przykład swobodnie dziecko mogło skorzystać na przykład z Internetu, szukając pewnych informacji. Choć to brzmi jakby może trochę niewiarygodnie teraz na grunt przedszkolny, to jeżeli się nad tym zastanowimy, to samo wpisanie niektórych fraz w wyszukiwarce Google na przykład czy samo głosowe zadawanie pytań w wyszukiwarce, to jest coś, co jest w zasięgu dziecka i byłoby to wartościowym, aby go nauczać tego wszystkiego. Bo dzieci są nauczone, że jednak te wszystkie laptopy, tablety i wszystkie te sprzęty, z których mogą skorzystać, nie są narzędziami, a są raczej zabawkami.

Dzieci mają świadomość, że to są przedmioty, które wykorzystają do zabawy, że są to przedmioty, które oferują gry, które oferują aplikacje, które dzieci lubią, ale nie mają pojęcia, że mogą tam poszukiwać informacji na interesujący temat, i jest to coś, co na małą skalę mogłoby być wprowadzone w przedszkolach. Oczywiście wymagałoby to tego, żeby ten sprzęt był dostępny w naszych placówkach, żeby ten sprzęt był dostępny w naszych salach i żeby miał swobodny dostęp do Internetu. To, co zdziwiło mnie i uświadomiłam to sobie właściwie dopiero podczas lockdownu, to fakt, że kiedy chcieliśmy tworzyć różne materiały dla dzieci i chcieliśmy te materiały wysyłać, to uświadomiłam sobie, że placówki w dużym mieście wojewódzkim, w którym mieszkam, czyli we Wrocławiu, działają w oparciu o system, który się nazywa miejskim Internetem. Mogą z tego Internetu korzystać, jednakowoż transfer, który był przeznaczony dla placówki, to było dwieście mega w miesiącu, także sama możliwość wysyłki czegokolwiek do dziecka, była tak ograniczona, że musieliśmy bazować na naszych własnych zasobach. Wydaje mi się, że w XXI wieku, no to jest zadziwiające, że placówki oświatowe nie mają takiego systemu, w którym mogą swobodnie korzystać z Internetu. Myślę, że ta sprawa lepiej ma się w szkołach, w których są sale, które są przygotowane do zajęć informatycznych i tak dalej, ale przedszkola również mają w swoich wymaganiach, jeżeli chodzi o podstawę programową, jeżeli chodzi o kompetencje kluczowe, które się tam realizuje, przygotowanie dziecka do życia w świecie scyfryzowanym. No i choć wymagania są stawiane, to jakby zaplecze nie jest jeszcze do tego przygotowane, nie jest gotowe, także uważam, że takim pierwszym, najbliższym krokiem będzie jakby wzmocnienie tego zaplecza, szczególnie w te nowe technologie, wyposażenie w różne możliwości. Nie chodzi tu tylko o komputer, ale jedną z takich rzeczy, która jest popularna w szkołach, a mniej spotykana w przedszkolach, to są tablice multimedialne. Ta tablica multimedialna poza różnymi aplikacjami, które tam są, poza grami, które są przygotowywane w odniesieniu do tematów, do różnych rzeczy, które są przygotowywane dla przedszkolaków i dzieci, uczniów szkoły, ona daje nam możliwość choćby puszczenia prezentacji w sposób dużo bardziej profesjonalny niż na naszym laptopie. Spodziewam się, że w ten sam sposób wygląda to w innych placówkach. Jeżeli chcemy taką prezentację dzieciom puścić, korzystamy z własnego sprzętu, który przynosimy do przedszkola, wtedy te prezentacje puszczamy. Myślę, że nie tylko w mojej placówce, w waszych placówkach także jest projektor, który pozwala zrobić taką prezentację w sposób dużo bardziej profesjonalny, niemniej jednak, no samo rozstawienie tego sprzętu zajmuje tak dużo czasu, że nie jest to rozwiązanie, po które sięgam chętnie, bo wymaga ogromnego nakładu czasowego, z którego nie korzystają właściwie dzieci, a można byłoby to rozwiązać w sposób zdecydowanie prostszy, gdyby właśnie sale wyposażone były choćby w te multimedialne tablice. Byłoby to ogromnym ułatwieniem. Czy jest to rzecz niemożliwa? Nie uważam. To są rozwiązanie, które funkcjonują, one już funkcjonują w niektórych szkołach, one funkcjonują w innych krajach, funkcjonują częściowo w prywatnych przedszkolach. Tym bardziej wydaje mi się, że powinny to być rozwiązania, które w najbliższej przyszłości pojawią się również w przedszkolach oświatowych. Jeżeli wyobrazimy sobie, że nasze marzenia technologiczne zostały już spełnione, to taka fantastycznie wyposażona placówka będzie potrzebowała także odpowiedniego zaplecza, jeżeli chodzi o kadrę. Jak powinien być ten nauczyciel? Jakie cechy będą bardziej istotne? Generalnie w dużym stopniu taki, jaki jest. Uważam, że jeżeli chodzi o nauczycieli przedszkola, jesteśmy grupą zawodową, która jest otwarta, która się ciągle dokształca, poszukuje nowych rozwiązań i wprowadza różne innowacje w swoją pracę, stara się tą edukację urozmaicać. Jednak myślę, że jeżeli mamy takie doświadczenie w trakcie naszych praktyk studenckich jeszcze być może, które pamiętamy, lub jeżeli odwiedzamy różne placówki podczas zajęć otwartych, które są organizowane, możemy zauważyć, że jeszcze w niektórych miejscach wciąż słychać echo tej edukacji takiej dyrektywnej, w której bardzo mocny nacisk kładzie się na to, ażeby dziecko znało litery, znało cyfry jako dwie sztandarowe funkcje, które przydadzą mu się w szkole. No i z drugiej zaś strony jest tam stosowanych wiele metod podawczych. Metody podawcze w najlepszym wypadku uczą dziecko słuchać uważnie, ale zdarza się to naprawdę rzadko, bo dziecko, nie działając, jest bardzo znudzone. Jeżeli czasami zastanowimy się nad formą zajęć, które prowadzimy, to możemy dojść do wniosku, że długi czas dzieci słuchają, a bardzo mało mają czasu na wypowiedź. Tego czasu nie jest wiele z tego względu, że dzieci jest bardzo dużo. Z jednej strony, no nie jest to naszą winą, że ten system tak wygląda, że te grupy liczą dwadzieścia, dwadzieścioro pięcioro dzieci, dwadzieścioro, jeżeli jest grupa integracyjna, lub mniej, jeżeli są to grupy terapeutyczne, no ale tam jakby sama specyfika pracy jest zupełnie inna, no ale mimo wszystko są pewne rozwiązania, są pewne strategie pracy, które ułatwiają i aktywizują dzieci w dużo większym stopniu.

Szczególnie tutaj pomocna jest praca w grupach, a wydaje mi się, że mimo wszystko nie występuje tak często. Raczej występuje jako jakiś dodatek, tej pracy w grupach się uczy raz na jakiś czas, korzysta się z tego rozwiązania raz na jakiś czas, a myślę, że przy tak licznych grupach właściwie jest to jedyne sensowne rozwiązanie. Jeżeli dzielimy dzieci na mniejsze grupy, te grupy zmieniają swoje składy, bo nie zawsze dzielimy dzieci w ten sam sposób, i w tych mniejszych zespołach dzieci pracują nad jednym projektem, który albo potem te mniejsze grupy, zespoły łączą w całość, albo przedstawiają jako różne formy rozwiązania danego problemu w zależności od tego, o czym rozmawiamy, w zależności od tego, co realizujemy. Czemu to jest lepsze? No na swój sposób tworzymy mniejsze grupy, w których pracuje się łatwiej, które zyskają więcej, bo każde z dzieci ma dużo więcej szans na wypowiedź, dzieci mogą komunikować się między sobą w sposób swobodny. Także taki nauczyciel w przyszłości, nauczyciel właściwie przygotowujący dziecko do przyszłości już dziś, to jest nauczyciel, który w dużym stopniu korzysta właśnie z tych metod pracy we współpracy, z tych metod prac grupowych ze względu na to, że naprawdę ta liczba dzieci jest duża. Z drugiej zaś strony przy tej okazji możemy powiedzieć, że takie przedszkole przyszłości powinno w końcu dojrzeć do tego i stworzyć takie rozwiązania systemowe, w których dzieci nie będzie w grupach tak wiele. Jeżeli mamy teraz doświadczenia z tego czasu pandemii, która właściwie wciąż trwa, liczba dzieci w placówkach została ograniczona. Zawsze jako nauczyciele powtarzaliśmy, że dzieci w placówkach jest zbyt dużo, że te grupy są zbyt liczne, by realnie, szczerze indywidualizować ten proces edukacyjny. Staramy się bardzo, ale ciężko mówić o indywidualizacji, gdy mamy po sobą dwadzieścioro pięcioro wychowanków. Tak też wielokrotnie powtarzane było, że rozwiązaniem naprawdę wielu trudności, deficytów uwagi i tego wszystkiego, o czym się mówi, tego wszystkiego, pod jakim kątem diagnozujemy dzieci, że często dobrym rozwiązaniem byłoby po prostu ograniczenie liczebności tych grup. Oczywiście nie jest to możliwe, placówki nie są na to przygotowane, ten system wygląda inaczej, umożliwia inne rozwiązania, także są one wykorzystywane w sposób maksymalny i tworzymy grupy maksymalnie liczne. No ja myślę, że w takim przedszkolu przyszłości warto przyjąć za założenie, że te grupy powinny liczyć zdecydowanie mniej dzieci. Czy to jest możliwe? No jest możliwe, funkcjonuje to w innych miejscach na Ziemi, czemu nie miałoby zafunkcjonować także i u nas, tutaj w Polsce. Mimo wszystko myślę, że będziemy musieli sobie na to jeszcze zdecydowanie dłużej poczekać, ale warto mieć to na względzie, że jakby jest to taki kierunek, którym warto podążyć, jest to droga, którą warto byłoby iść.

Ale wracając tych cech, które powinien posiadać nauczyciel, oczywiście ważną taką cechą jest otwartość, otwartość na zmiany. Możemy obserwować to u wielu nauczycieli, że chętnie oni wdrażają te różne technologie, innowacje, różne projekty, które się dzieją, ogólnopolskie czy też międzynarodowe. Wielu nauczycieli z tego korzysta, ale faktycznie są tacy, którzy jeszcze zostają jakby przyzwyczajeni do tych starych metod. Także myślę, że w takiej przyszłej edukacji albo w edukacji dla przyszłości, która będzie to dziecko przygotowywała, no jest to niezbędne, żeby sposób myślenia zmienić na bardziej otwarty i ten sposób edukowania dziecka, żeby nie był sposobem podawczym, tylko angażował dzieci do działania. O tym się pisze i mówi od lat, mimo wszystko jeszcze to nie zawsze funkcjonuje w placówkach, więc wydaje mi się, że jest to taki kolejny obowiązkowy filar, który musi się pojawić, żeby realnie to dziecko mogło rozwijać się w tym kierunku, który będzie spójny z potrzebami przyszłości. Inną taką cechą są umiejętności takie cyfrowe, które powinien posiadać nauczyciel. I tutaj nie mówię tego w takim kontekście jakby obwiniania kogoś za brak tych umiejętności, bo po prostu nauczyciele nie byli przygotowani odpowiednio w tym kierunku, ale faktycznie często możemy się spotkać z tym, że po pierwsze samo korzystanie z możliwości, jakie daje Internet, wyszukiwanie informacji, korzystanie z rzeczy, które są udostępniane w sieci, to w sprawia wielu nauczycielem trudność. I chodzi o takie rzeczy, które bywają trywialne, jak pobieranie załączników, jak rozpakowywanie spakowanych załączników, jak wyszukiwanie, wpisywanie odpowiednich fraz w wyszukiwarkach czy też korzystanie z tych wszystkich możliwości, które daje technologia, jeżeli chodzi o edukację zdalną, którą próbowaliśmy realizować. Choćby samo tworzenie prezentacji czy też udostępnianie filmów online, tworzenie jakichś relacji i tak dalej, to wszystko sprawia ogromne trudności. Nie tylko tworzenie tych rzeczy, ale także korzystanie z tych, które zostały stworzone, choćby takie pobieranie właśnie załącznika z sieci. Wydaje mi się, że jest to taki kierunek, w którym nauczyciele powinni być doszkoleni, ale w jakiś taki sposób bardziej systemowy, bo jednorazowe kursy, w których nauczyciele, szczególnie ci starsi datą, próbują opanować te umiejętności, to jest zdecydowanie za krótko, bo nie jest to coś, z czym oni obcowali przez tak wiele lat jak na przykład, no my jako ludzie młodsi, z młodszego pokolenia.

Ostatnim takim elementem, który właściwie jest ukłonem w stronę zawodu nauczyciela, bo powiedzmy tutaj, te dwa elementy, które były wymienione wcześniej, wskazują na pewne deficyty, tak? Na brak otwartości, wskazują na brak umiejętności jeszcze tych cyfrowych u niektórych nauczycieli, to tutaj chciałam zwrócić uwagę na jakby taki work life balance, który jest obecny w innych branżach, możne nawet nie tylko branżach, ale na takie nastawienie na to, na zachowanie balansu między pracą a życiem takim naszym normalnym, codziennym, życiem rodzinnym czy też towarzyskim. I tego uważam, że w nauczycielskim zawodzie w dzisiejszych czasach ogromnie brakuje. Plusem jest to, że wielu młodych nauczycieli pojawiło się w placówkach i to młodsze pokolenie nieco sprawniej walczy o swoje prawa i ma jakby inne standardy pracy, co bywa kłopotliwe i źle odbierane czasami, ale z drugiej strony daje jakby takie nowe szanse naszej pracy, pokazując, że jakby w tym zawodzie nie zawsze trzeba tylko z siebie dawać. To oczywiście jest pozytywne i to jest wielką wartością wielu nauczycieli, bo to są osoby, które chętnie się dzielą, to są osoby, które bardzo dużo pracują i dają z siebie, ale jeżeli prześledzić wypowiedzi nauczycieli w różnych grupach, jeżeli porozmawiamy z naszymi koleżankami, z innymi osobami pracującymi w tym zawodzie, zauważymy, że niezależnie od pory dnia to właściwie większość elementów w życiu tej osoby związanych jest z pracą i brakuje tego momentu, w którym nauczyciel się od tej pracy odłączy. Nie chodzi mi tutaj nawet o taką umiejętność zaprzestania myślenia, jeżeli jakieś dziecko ma problem, bo to jest bardzo trudne i wydaje mi się, że jeżeli jesteśmy szczerze zaangażowani w swoją pracę, no to ciężko oderwać się myślami, jeżeli wiemy, że coś niepokojącego dzieje się w życiu dziecka, martwimy się jakąś sytuacją i to jest nasz podopieczny. Bardziej chodzi mi tutaj o to, ażeby w tym życiu zawodowym dążyć do tego, że jest czas, który jest przeznaczony na pracę i to jest ten czas, który poświęcamy na pracę, na przygotowanie różnych pomocy dydaktycznych i tak dalej, no i jest czas, w którym już się tym nie powinniśmy zajmować. Wciąż w naszym zawodzie spotykane są na przykład kontakty mailowe z rodzicami, które bardzo angażują nas po czasie pracy, już zdecydowanie takie prywatne udostępnianie swojego telefonu, co wszystko się dzieje w dobrej wierze, ale mimo wszystko sprawia, że w tym życiu nauczyciela każdy jego taki moment czasu prywatnego niezależnie od tego, czy jest to urlop, czy jest to weekend, jest związany z pracą, ten kontakt z pracą pozostaje taki stały i trwały. To ma bardzo niekorzystny wpływ właściwie na tą pracę w przyszłości, bo z biegiem lat taki nauczyciel po prostu jest już zawodowo wypalony, męczy się tym wszystkim i no już nie ma takiej chęci do pracy, jaką miałby wcześniej, bo po prostu buntuje się jego system poznawczy przed tą liczbą bodźców, które są związane z pracą, no i wtedy umysł dąży bardziej do rzeczy, które będą go relaksować i sprawia, że no ta praca już nie sprawia takiej przyjemności.

Także nadanie takiego zdrowego wymiaru tej pracy, tej równowagi poszukiwanej między tym życiem takim towarzyskim, rodzinnym a życiem związanym z pracą zawodową, no jest czymś, co jest istotne i czymś, czego uważam, że nauczycieli trochę trzeba uczyć, bo jakby natura nauczycielska, szczególnie że jest to zawód mocno sfeminizowany, właśnie wśród nauczycielek przedszkola głównie, jest taka, że my jesteśmy chętne bardzo dużo z siebie dawać, nie oczekując niczego w zamian, co jest ogromnym atutem, ale równocześnie często właśnie nieświadomie dążymy do tego wypalenia zawodowego ze względu na ilość rzeczy, które bierzemy na siebie i na czas, jaki temu wszystkiemu poświęcamy. Zarysowany został mniej więcej taki szkic placówki przyszłości, tego, jak powinna ona wyglądać. Zarysowany został obraz nauczyciela i to, jakie jego cechy będą najbardziej istotne. A ostatnim i w gruncie rzeczy najważniejszym elementem są cechy dziecka, które pomogą mu w przyszłości, czyli właściwie taki model przedszkolaka, który będzie przedszkolakiem przyszłości, a właściwie przedszkolakiem przygotowywanym dla potrzeb przyszłości. I co taki przedszkolak powinien posiadać, w kierunku czego powinniśmy my dążyć? Z jednej strony uważam za wciąż bazową umiejętność i wciąż niedostatecznie jakby wykształcaną na różnych etapach edukacji, to są wszystkie kompetencje związane z rozwojem emocjonalno-społecznym. Dlaczego? Dlatego, że to jest ten obszar deficytowy, ten obszar, który sprawia najwięcej trudności dzieciom, przyszłym dorosłym. Mam tu na myśli jakby sam obszar, w którym dorośli poszukują dzisiaj pomocy. Coraz więcej osób korzysta z pomocy specjalistów, co jest dobre, bo ludzie otworzyli się na tę pomoc, ale równocześnie to pokazuje, że jakby problemy, z którymi mierzą się ludzie, to właściwie jest codzienność, to nie są często problemy, które wynikają z jakichś życiowych traum czy tragedii, choć oczywiście także i takie, ale często ludzie poszukują pomocy w radzeniu sobie ze stresem, w radzeniu sobie z napięciami, które pojawiają się w codziennym życiu, no i to pokazuje, że jakby tutaj warto rozwijać takie kompetencje emocjonalno-społeczne po to, by ta osoba była bardziej odporna, po to, aby miała więcej takich osobistych możliwości, większe zaplecze na radzenie sobie z różnymi trudnymi sytuacjami samodzielnie po prostu albo też budowanie takiej otwartości na pomoc z drugiej strony, jakby pomoc od innych osób, ale to także wymaga pewnych umiejętności. No i to wszystko jest jakby takim obszarem, który w przedszkolu już dziś dla przyszłości, dla teraźniejszości, w ogóle dla większego komfortu tych naszych podopiecznych w przyszłości, gdy będą ludźmi dorosłymi, powinniśmy kształtować. Ale tutaj ten aspekt emocjonalny pokazuje na trudności osobiste, jakie te osoby mają, ale bardzo istotny jest ten aspekt społeczny, szczególnie ten kontekst współpracy i współdziałania. Jeżeli przyjrzymy się dużym korporacjom, to często kierunki rozwoju zawodowego tych ludzi czy też rozwoju osobistego właściwie, który jest oferowany w formie szkoleń, one dotyczą w dużym stopniu takich kompetencji miękkich, budowania współpracy, prowadzenia zespołów, które tam są, tego, jak tam ustawiać hierarchię w tym zespole, w jaki sposób ci ludzie mogliby ze sobą współpracować i tak dalej, co pokazuje, że to nie jest jakąś naturalną umiejętnością, a powinno być, bo takie współdziałanie jest rzeczą, która powinna być już wypracowana właśnie na etapie przedszkolnym.

Co więcej, brak w tym kontekście badań, ale z moich obserwacji, które trwają już wiele lat, wynika, że właściwie ten etap przedszkolny jest tym jednym z bardziej istotnych, jeżeli chodzi o rozwijanie tej umiejętności współpracy między ludźmi. Bo jeżeli dziecko na tym etapie przedszkolnym nauczy się pracy zindywidualizowanej i skoncentrowanej na pracy samodzielnej, jednoosobowej, to kiedy wkracza już do szkoły, to może to tylko jakby ugruntować, bo tam możliwości współpracy są bardzo ograniczone choćby ze względu na przestrzeń, która jest podzielona na ławki, która uniemożliwia współpracę większą niż dwóch osób, już ta sama przestrzeń jakby generuje pewien styl pracy nauczyciela, no i pewne formy, które są tam dziecku oferowane, ale to już jest drugi, kolejny, bardzo obszerny temat. Więc jeżeli jakby na etapie przedszkolnym nie wypracujemy pewnych umiejętności, to są spore szanse, że właściwie dziecko drugi raz nie będzie miało okazji i faktycznie zakończy swoją edukację szkolną i w życiu zawodowym będzie mu brakowało tych umiejętności, zacznie się mierzyć z tym, że praca zespołowa jest dla niego rzeczą trudną, nie potrafi się w tej pracy albo zrealizować, to już w najlepszym wypadku, a w najgorszym wypadku po prostu dochodzi do jakichś konfliktów. Także mocny nacisk powinien być w tym wszystkim kładziony na to, żeby uczyć współpracy, żeby uczyć podejmowania decyzji, żeby uczyć konsensusu. Dzieci potrafią głosować, one potrafią podzielić się swoimi opiniami, wybrać jedną z najlepszych. Powinny się uczyć godzić z tym, że ich pomysł nie został wybrany, jeżeli jest się częścią drużyny. Oczywiście to wszystko w małych dawkach, w małym stopniu, nie uczymy współpracy od razu w grupach, które liczą sobie siedem osób czy sześć osób i tak dalej, tylko uczymy je na początku w małych zespołach, uczymy współpracy w parach, zanim dojdziemy do zespołów większych. To wszystko jakby małymi krokami się dzieje, ale pokazuje nam, że to wszystko powinno być zaplanowane, tak jak każdy inny jakby element edukacji dziecka. Jeżeli uczymy dzieci na przykład szeregowania, jeżeli uczymy dzieci jakichś umiejętności związanych z rozpoznawaniem liter, z rozpoznawaniem cyfr, jeżeli uczymy liczenia, przeliczania, nie operujemy od razu bardzo dużymi liczbami, nie operujemy dużymi zbiorami, nie każemy czytać od razu zdań, tak samo powinna być przemyślana i zorganizowana właśnie ta edukacja pod kątem rozwoju emocjonalno-społecznego, stawiając na początku dzieciom małe wyzwania i umożliwiając naprawdę taki planowany rozwój, który będzie przebiegał kroczek po kroczku. Jest to rzecz, która oczywiście jest znana, o tym się dużo mówi, ale tak jak w wielu innych przypadkach, jeszcze nie jest wcale tak obserwowana w placówkach albo jest obserwowana w małej części. Pojawiają się niektóre projekty, które są skierowane na te umiejętności i kompetencje. Pojawiają się niektóre takie miejsca, placówki, w których bardziej się kładzie na to mocny nacisk, ale gdyby spojrzeć tak globalnie na to, jak to wygląda w placówkach przedszkolnych, no to ta nauka współpracy, rozwijanie tych kompetencji społecznych i emocjonalnych, wciąż pozostaje tłem, wciąż pozostaje jakimś elementem dodatkowym, a nie jest taką systemową, zaplanowaną pracą w placówkach przedszkolnych. Więc to jest pierwszy uważam bardzo istotny element, czyli właśnie te kompetencje emocjonalno-społeczne. Natomiast pozostałe, o których wspomnę, to są kompetencje, które już są skierowane na tą przyszłość, której nie znamy. Z jednej strony warto wskazać na to, że dziecko faktycznie musi umieć odnajdywać się w świecie scyfryzowanym. I tutaj przypomnę to, co już powiedziałam dzisiaj, warto doskonalić u dziecka samą świadomość i umiejętność korzystania z narzędzi takich jak komputer, Internet, tablet, telefon, smartfon, wszystkie te inne rzeczy, które dla dzieci są ogólnodostępne dzisiaj. Warto kształcić tą świadomość dziecka, że to nie są tylko sprzęty, które służą do zabawy, ale są to sprzęty, które właśnie służą do zdobywania informacji, bo właściwie to jest narzędzie, które naprawdę bardzo wiele rzeczy ułatwia nam, osobom dorosłym. No i pomimo tego, że dzieci naprawdę posiadają kompetencje niesamowite, jeżeli chodzi o obcowanie w tym scyfryzowanym świecie, niesamowicie szybko uczą się korzystania z tych właśnie wszystkich rozrywkowych materiałów, takich jak YouTube, aplikacje, różne gry, potrafią to wszystko same uruchomić, odszukiwać odpowiednie aplikacje na telefonie, tworzyć, działać w nich i tak dalej, to pomimo tego nie posiadają tej podstawowej umiejętności, jaką jest poszukiwanie istotnych, interesujących nas informacji w Internecie, a jest to naprawdę banalne, szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy mamy możliwość wyszukiwania głosowego. To staje się dostępne już dla dzieci niepiszących. Warto dzieciom pokazywać w trakcie różnych zajęć, jeżeli mamy taką możliwość. Jeżeli dysponujemy takim sprzętem lub dzielimy się własnym, to wtedy możemy uczyć dzieci poszukiwania takich informacji przy okazji różnych tematów. Chociażby, to jest taki pierwszy krok, który możemy zrobić w kierunku tej cyfryzacji. Drugą taką rzeczą jest samo bezpieczeństwo w sieci. I to już są takie obszary, które powinniśmy przy okazji poruszać, żeby uczyć dzieci, że jest to przestrzeń, która staje przed nimi otworem, ale nie jest to przestrzeń, która jest bezpieczna do poruszania się w każdym kierunku. Są obszary, gdzie lepiej zatrzymać się, robić coś pod kontrolą osoby dorosłej i tak dalej. Ale to są takie już obszerne tematy w zależności od tego, co realizujemy z dziećmi, jaki temat. Głównie chodzi nam tutaj o umiejętność poszukiwania informacji, korzystania z tych narzędzi w sposób praktycznie inny niż tylko rozrywkowy. Kolejną taką rzeczą poza technologiami jest taka wielokulturowość, otwartość na inne kultury, otwartość na inne stanowiska, poglądy i tak dalej. Ze względu na to, że ten świat jest coraz bardziej zglobalizowany, widzimy ludzi z różnych krajów, ten transfer, taki transfer ludzi jest zupełnie inny, transfer technologii i takich różnych innych rzeczy, warto, aby dzieci potrafiły się w tym wszystkim odnajdywać, aby pozostały otwarte na różne inne kultury, na różne inne religie, na różne inne aspekty, które wiążą się z kontaktem z ludźmi z drugiego końca świata.

Jak możemy to zrobić? Oprócz takich rzeczy, które się dzieją w placówce, jak realizowanie różnych takich tematów, przy okazji Dnia Dziecka o dzieciach z różnych krańców świata i tak dalej, możemy zrobić to w taki sposób, który będzie miał dużo bardziej rzeczywisty wymiar. No i tutaj godnym rekomendacji jest program na przykład Erasmus Plus. To jest wymiana międzynarodowa, no i wolontariusze przyjeżdżają do naszych placówek przedszkolnych i dzięki temu spędzają z nami pół roku lub rok w zależności od tego, na jak długo w tym programie będą brali udział. No i to pozwala dzieciom zupełnie szczerze po pierwsze przełamywać barierę językową, bo często wolontariusze porozumiewają się w innym języku, po drugie pozostać otwartym na ich kulturę, zobaczyć, jak się zachowują te osoby, brać udział z nimi w zabawach i tak dalej. Jakby samo uczestnictwo w tym programie generuje także wiele możliwości, bo sami wolontariusze, którzy przyjeżdżają ze względu na to, że to nigdy nie jest jeden wolontariusz w danym mieście, oni między sobą się kontaktują, tworzą ciekawe eventy dla dzieci, które wszystkie nastawione są właśnie na tę wymianę doświadczeń kulturowych. Jest to bardzo wartościowe. Innym cennym aspektem jest integracja i tworzenie oddziałów integracyjnych w placówkach. To pozwala pokazać, że jakby istotnym elementem społeczeństwa są także ludzie niepełnosprawni i pokazuje tą jakby otwartość w innym aspekcie zupełnie niż ten wielokulturowy. To też jest istotne, też uczy to otwartości. Ponadto poza tymi umiejętnościami takimi związanymi z otwartością faktycznie, tak jak wspomniałam tutaj o barierze językowej, niesamowicie istotnym jest posługiwanie się językiem obcym. Głównie jest to język angielski, nie bez przyczyny faktycznie jest on tym językiem, w którym najbardziej swobodnie będziemy porozumiewali się za granicą czy też z obcokrajowcami w granicach naszego kraju. I tutaj to jest jakiś niesamowity niefart i niesamowicie niepoprawna rzecz, że w placówkach przedszkolnych odebrano dzieciom możliwość faktycznie profesjonalnej nauki języka angielskiego, ponieważ kto pracuje w takiej placówce, ten wie, że z placówek przedszkolnych zniknęli filolodzy, którzy odpowiadali za tą edukację językową w języku obcym dzieci w wieku przedszkolnym, i scedowano ten obowiązek nauki języka obcego na nauczycieli przedszkola ze względu zapewne na oszczędności, co sprawia, że jakieś pięć lat temu nauczyciele przedszkoli zostali zobligowani do tego, aby uzupełnić swoje kwalifikacje i umiejętności, nabyć język obcy na poziomie podstawowym, który sprowadza się do wymiaru B2, jeżeli chodzi o te certyfikaty językowe, i dodatkowo nauczyciele byli zobligowani do przystąpienia do kursu metodycznego, który będzie pokazywał, jak języka obcego uczyć. Jeżeli wyobrażamy sobie te wszystkie kursy językowe, które zostały zaoferowane nauczycielom, to często były oferowane przez szkoły językowe i były na wysokim poziomie, na poziomie adekwatnym do poziomu tej szkoły, tak jak jest oferowany każdej innej osobie. I w tym kontekście nauka języka była możliwa w zależności od tego, czy osoba czuła się jakby na siłach, aby ten język nabywać. W pięć lat powiedzmy było możliwe do zrealizowania. Niemniej jednak duża część nauczycieli w swoich doświadczeniach nigdy nie spotka się z językiem angielskim, tylko na przykład uczyła się jeszcze za swoich młodszych lat języka rosyjskiego, no i tutaj duży sprzeciw w nich budziła taka nauka języka obcego w wieku lat na przykład czterdziestu czy pięćdziesięciu, bo takich nauczycieli przecież także mamy w naszych placówkach. Innym aspektem jest jakość kursów metodycznych, które były oferowane. I tutaj w zależności od kursu, być może były kursy lepsze i gorsze, można się tak spodziewać, ale często były one przygotowywane na szybko, bo były zmiany, które zaszły nagle, zmiany nowe, no i te metody, które są oferowane podczas tych kursów, są metodami bardzo przestarzałymi, metodami często podawczymi i robią to, co jest bardzo obecne i znamienne dla edukacji w kontekście języka obcego w Polsce, czyli nastawiają się na naukę słownictwa w głównej mierze. Także jest bardzo dużo w tych metodykach takich aspektów, które nauczą dzieci różnych słówek, dzieci faktycznie znają nazwy kolorów, nazwy cyfr, potrafią bardzo swobodnie nazwać wszystkie zwierzęta z zoo, które się pojawiają w różnych prezentacjach, filmikach czy zabawach, ale równocześnie, pomimo tego że ta edukacja jest w większym wymiarze, językowa, to dzieci nie potrafią się na przykład swobodnie przedstawić czy zaprosić obcojęzycznego kolegi do zabawy. I wydaje mi się, że to jest takie znamienne, bo my też spędziliśmy wiele lat, ucząc się języka obcego w naszych placówkach, a ostatecznie jako osoby dorosłe bardzo często sięgamy po kursy językowe, bo czujemy się wciąż niedostatecznie przygotowani, pomimo tylu lat nauki języka obcego. Jest to wciąż obecne w placówkach przedszkolnych.

Te metody, których nauczyciele uczyli się podczas kursów metodycznych, są metodami w moim odczuciu niekomunikacyjnymi, bardziej leksykalnymi. One sprawiają, że dziecko faktycznie nabiera jakiejś takiej intuicji, jeżeli chodzi o melodię języka, poznaje niektóre frazy ze względu na piosenki, które śpiewa, wierszyki, których się uczy i tak dalej, ale brakuje tam takiej komunikacji i takiego zastosowania języka w działaniu. A co więcej, przede wszystkim, nie ujmując nauczycielom, którzy się dokształcili w tym kierunku, no brakuje osób, które mają kompetencje do tego i są profesjonalistami w tym zakresie, aby uczyć języka obcego w placówkach. Placówki nie mogą zatrudnić na przykład osoby prywatnej prowadzącej prywatną działalność do nauki języka. Placówki oświatowe, bo placówki prywatne oczywiście rządzą się troszeczkę innymi prawami. To sprawia, że w naszych placówkach przedszkolnych za język angielski odpowiadają nauczyciele przedszkola, którzy jakby po prostu postarali się przygotować do tej edukacji językowej i realizują ją na miarę swoich możliwości, ale to zupełnie obniżyło standard tej edukacji językowej w placówkach przedszkolnych w moim odczuciu, no bo jakby ciężko spodziewać się i jakby nie jest to taką naturalną umiejętnością wychowawcy przedszkolnego, aby być równocześnie osobą, która jest odpowiedzialna za edukację językową, jest nauczycielem języka obcego.

Także uważam, że jest to ogromne nieporozumienie, że tak to wygląda w dzisiejszych czasach. Ja uważam, że no ta edukacja dla przyszłości powinna na pewno skupić się na tym, aby umożliwić ponownie dzieciom swobodny rozwój taki właśnie językowy w zakresie języka obcego, przywracając możliwość zatrudnienia filologów, którzy będą za tą edukację językową odpowiedzialni. Pozostałe umiejętności, które są umiejętnościami przyszłości, poza tymi językowymi, cyfrowymi i powiedzmy osobistymi, jeżeli chodzi o ten kontekst emocjonalno-społeczny, nawiązują w dużej mierze do technologii, do umiejętności stosowania tych technologii w życiu i przede wszystkim do twórczego zastosowania tego wszystkiego, co jest wokół nas. Sprowadza się do tego, gdyby podsumować choćby to, co jest zawarte w kompetencjach kluczowych, że jakby zdobywanie informacji w dzisiejszych czasach to jest rzecz bardzo łatwa. Mamy Internet, który jest pełen informacji, nie zawsze tych prawidłowych, poprawnych, bo jest to Internet, w którym każdy ma prawo publikować, ale generalnie dostęp do informacji jest zdecydowanie łatwiejszy niż był choćby piętnaście lat temu. Jest dużo prościej. Dzieci potrafią tych informacji szukać, wiedzą, gdzie ich szukać i tak dalej. To, co jest w takim razie potrzebne, skoro dostęp do informacji jest tak łatwy, to umiejętność korzystania z tych informacji.

Z jednej strony chodzi tutaj o taką selekcję, wybór tego, co jest bardziej istotne, a z drugiej strony chodzi tutaj o to, ażeby te informacje wykorzystywać w sposób twórczy. I tutaj, jeżeli chodzi o ten twórczy sposób wykorzystania, warto zwrócić się do edukacji w kierunku kreatywnym, rozwijania kreatywności, bo wtedy wszystkie te informacje, które zdobywamy, są właśnie wykorzystywane w sposób twórczy i uczą korzystania z informacji, wszystkie tematy te twórcze, a nie samych sposobów gromadzenia informacji i zdobywania informacji, co jest bardzo cenne. Jest to taki kierunek, który powinien być uważam wiodącym, jeżeli chcemy kształtować przedszkolaka dla właśnie potrzeb przyszłych, które będzie generowała przyszłość i tego, co będzie mu wtedy potrzebne. Jeżeli chodzi o sprowadzenie tego na grunt takiej codzienności, tego, jak to by mogło wyglądać, to po pierwsze to, co powiedziałam na początku, to przedszkole przyszłości ma pewną przestrzeń, przestrzeń, która będzie umożliwiała dziecku działanie, przestrzeń, która będzie przygotowana technologicznie do tego, ażeby z jednej strony nauczyciel mógł więcej swojego czasu poświęcić na to, ażeby tworzyć twórcze różne rzeczy z dziećmi, ograniczając i minimalizując dokumentację, która zabiera bardzo dużo czasu.

Z drugiej strony będzie to przestrzeń, która będzie umożliwiała korzystanie właśnie z tych technologii cyfrowych dzieciom, czyli będzie to przestrzeń przygotowana do tego, wyposażona odpowiednio. Kolejnym takim aspektem był nauczyciel, który pozostaje otwarty na te wszystkie technologie, który jest dokształcony w odpowiednich kierunkach, ażeby posiadać pewne umiejętności. No i jest to nauczyciel, który jakby będzie chciał, będzie otwarty na to, ażeby tą edukację kształtować w taki sposób nie podawczy, czyli zachęcający dziecko do działania i aktywizując go w sposób maksymalny. Jeżeli chodzi o te kompetencje, to te, które uważam za najbardziej kluczowe, to jest umiejętność, to są kompetencje z zakresu rozwoju inteligencji emocjonalnej, z zakresu rozwoju społecznego dziecka, a także te związane z jednej strony z cyfryzacją, z umiejętnością korzystania z tych technologii, z drugiej zaś strony z językiem obcym, z otwartością na te inne kultury i z myśleniem twórczym, które zbiera w sobie korzystanie z informacji, które zbiera w sobie poszukiwanie twórczych rozwiązań, innowacyjność i umiejętność odnajdywania się w bardzo różnych warunkach przy różnych deficytach, które są, czy też przy zmieniającej się nagle sytuacji. Wydaje mi się, że taka wizja przedszkola przyszłości jest wizją realną, nie jest wizją fantastyczną, niemniej jednak pomimo tego że w pewnym sensie jest ona możliwa do zrealizowania, wydaje mi się, że minie jeszcze wiele lat, zanim placówki dojrzeją do tego wszystkiego, ale mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będziemy mieli okazję opowiedzieć o tym, jak bardzo zmieniło się przedszkole i jak bardzo rozwinął się ten obszar, ten poziom edukacyjny. Także tym miłym akcentem chciałabym zakończyć i mam nadzieję, że będziemy mieli okazję jeszcze o tym kiedyś porozmawiać. Dzięki.

Justyna: Moniko, bardzo dziękujemy za wiele cennych informacji, a was zapraszam do dyskusji oraz podzielenia się z nami opinią o tym odcinku. W tym celu koniecznie odwiedźcie nasz profil na Facebooku, a także dołączajcie do naszej grupy na Facebooku „Przedszkola i żłobki – to dziecinnie proste”. Dziękujemy i do usłyszenia.