Podcast

Emocje dziecka (Monika Sobkowiak)

W trzecim odcinku podcastu 'To dziecinnie proste!' poruszamy temat emocji dziecka. Naszym gościem jest Monika Sobkowiak - Pani Monia.

Odc.3 "Emocje dziecka"

Jakie emocje towarzyszą najmłodszym? Jakie są formy ich wyrażania? Jak rozwijać inteligencję emocjonalną dziecka?

Gościem odcinka jest Monika Sobkowiak - nauczycielka wychowania wczesnoszkolnego, neurologopeda, autorka bloga www.panimonia.pl oraz wielu poradników dla rodziców i nauczycieli.

Posłuchaj podcastu

Nasz gość

Monika Sobkowiak - Pani Monia
Nauczycielka wychowania przedszkolnego i neurologopeda
Autorka bloga www.panimonia.pl oraz wielu poradników dla rodziców i nauczycieli oraz licznych artykułów i gier edukacyjnych.

Transkrypcja podcastu

"To dziecinnie proste!"

To cykl podcastów dla przedszkoli i żłobków realizowanych w ramach Akademii Inso. Spotykamy się z wyjątkowymi goścmi, którzy dzielą się swoją wiedzą i wiloletnim doświadczeniem. Podczas nagrań poruszamy tematy dotyczące organizacji i metody pracy, edukacji, rozwóju i wychowania dzieci czy budowanie współpracy z rodzicami.

Podcast jest dostępny we serwisach Spotify, Apple Podcasts, Google oraz YouTube.

Odc.3 "Emocje dziecka"

Jakie emocje towarzyszą najmłodszym? Jakie są formy ich wyrażania? Jak rozwijać inteligencję emocjonalną dziecka?

Gościem odcinka jest Monika Sobkowiak - nauczycielka wychowania wczesnoszkolnego, neurologopeda, autorka bloga www.panimonia.pl oraz wielu poradników dla rodziców i nauczycieli.

Transkrypcja podcastu

Justyna: Cześć. Witam Was w trzecim odcinku podcastu To Dziecinne Proste. Poruszymy dziś temat emocji oraz rozwoju inteligencji emocjonalnej dziecka. Podcast poprowadzi dla Was Monika Sobkowiak, szerszej publiczności znana jako autorka bloga Pani Monia. Oddaję głos Monice, a Wam życzę przyjemnego słuchania.

Monika: Dzień dobry i cześć. Nazywam się Monika Sobkowiak, a w Internecie częściej występuję jako Pani Monia. Na co dzień jestem nauczycielem wychowania przedszkolnego, a także neurologopedą. Działam również publicystycznie, tworząc gry dla dzieci, pomoce dydaktyczne, a także publikacje dla rodziców i nauczycieli. Poza publikacjami, które ukazały się w druku, moją największą publikacją jest strona internetowa Pani Monia, na której od lat dzielę się swoją wiedzą w postaci artykułów dla rodziców, dla nauczycieli. Dzisiaj mam przyjemność poprowadzić podcast i jest to mój podcastowy debiut, więc mam nadzieję, że z dozą Waszej wyrozumiałości będzie to przyjemnie spędzony czas. Tematem dzisiejszego podcastu jest rozwój emocjonalny dziecka. Doprecyzowując ten temat, warto zadać sobie pytanie, czy będziemy dzisiaj rozmawiać o emocjach pozytywnych, czy negatywnych. Skracając wysiłki osób, które być może zastanawiają się nad odpowiedzią na to pytanie, odpowiadam, że będziemy dzisiaj rozmawiali tylko i wyłącznie o emocjach pozytywnych, a tym samym będziemy rozmawiali o wszystkich emocjach, bo wszystkie te emocje są emocjami dobrymi, pozytywnymi.

Przyjęło się, że za emocję pozytywną uznawana jest radość, a za emocje negatywne złość, smutek, strach. Jednak każda z tych emocji ma swoją rolę. Teoria nabiera sensu, kiedy odnoszona jest do praktyki. Wyobraźmy więc sobie sytuację, podczas której jedziemy tramwajem, dojeżdżamy do naszego przystanku i chcemy ten tramwaj opuścić. Jedna z osób, stojąca na przystanku, być może mobilizowana tłumem, który jej towarzyszy wokół, widząc zwalniające się miejsce, które właśnie opuszczamy, biegnie do tramwaju i nie zważając na to, że jeszcze z niego nie wyszliśmy, szturchając nas, wkracza do środka. Jeśli w takiej sytuacji odczuwalibyśmy radość, zrobiłoby się dość kuriozalnie i w najlepszym wypadku bylibyśmy spóźnieni do pracy, a taka sytuacja powtarzałaby się przy kolejnych takich zajściach. Jeżeli natomiast odczuwalibyśmy smutek i starali się zastanowić nad niesprawiedliwością tej sytuacji, również nie uległaby ona poprawie. I tutaj właśnie z pomocą przychodzi nam złość. Szukając innych przykładów, możemy spróbować sobie wyobrazić sytuację, w której przychodzi nam zmierzyć się ze stratą. Aby nie było tak dramatycznie, spróbujmy wyobrazić sobie, że mierzymy się ze stratą naszego ulubionego wazonu. Spoglądamy na podłogę, a tam spoczywa mozaika, która jest już niemożliwa do złożenia. Przychodzi nam zmierzyć się z tą fatalną stratą i jest to właśnie ten moment, kiedy powinniśmy przyznać sobie prawo do smutku. Przyznanie sobie takiego prawa pozwala nam pogodzić się z zaistniałą sytuacją, która nie jest już więcej od nas zależna. Jeżeli natomiast zareagowalibyśmy złością, która skierowana byłaby wobec nas samych lub wobec innych osób, moglibyśmy stworzyć szereg niepotrzebnych konfliktów i rozpocząć lawinę emocji obronnych, w tym również złość innych osób. Smutek jest tutaj drogą do tego, aby pogodzić się z zaistniałą sytuacją. Aby wyobrazić sobie ostatnią sytuację, musimy przenieść się wspomnieniami do najmroczniejszej scenerii znanej nam z filmów grozy.

Wyobraźmy sobie, że właśnie w takiej scenerii naszą drogę zastępuje obca osoba, zmierza w naszym kierunku i z dużym prawdopodobieństwem niekoniecznie chce spytać nas o drogę albo na przykład o godzinę. Jeżeli w takiej sytuacji, czując zagrożenie jakieś, odczuwalibyśmy smutek i to byłaby nasza dominująca emocja, moglibyśmy odczuwać, że jest nam przykro, że ktoś chce nas zaatakować. Jednak smutek ostatecznie jest zgodą na zastaną sytuację, a nie o zgodę tutaj oczywiście chodzi, kiedy coś nam zagraża. Złość jest obroną. Musimy się bronić, słusznie. Jednak gdy obiektywne przesłanki świadczą o tym, że nasze najgłębsze i najmroczniejsze pokłady wściekłości nie pozwolą nam i nie są wystarczające, by uporać się z danym problemem, powinniśmy zareagować strachem. Uciekać, ukryć się, schronić, najlepiej jak się da. Tą właśnie instynktowną reakcją jest strach. To on pozwala nam przykucnąć i ukryć głowę, gdy słyszymy huk. To strach sprawia, że automatycznie cofniemy się, gdy coś nas zaskoczy. Gdy spojrzeć na emocje w ten sposób, łatwiej zrozumieć, że każda z tych emocji jest potrzebna i ważna, tym samym pozytywna. Dlaczego więc w świecie dorosłych utarł się ten podział na emocje pozytywne i negatywne, co mogłoby świadczyć, że jeżeli te emocje są negatywne, to nie chcemy ich, nie akceptujemy? Myślę, że głównie dlatego, że drugiej osobie najłatwiej obcować jest z radością. Złość drugiej osoby jest obroną. Często przyjmuje formę ataku. Jeśli ten atak nakierowany jest na naszą osobę, też musimy podjąć się obrony. Adrenalina wzrasta właściwie już na samą myśl. Wcale nie łatwiejsze jest obcowanie ze smutkiem drugiej osoby, bo nawet takie minimalne pokłady empatii sprawiają, że tępimy wtedy w sobie okazywanie radości czy złości, chcąc zapewnić komfort i poczucie zrozumienia drugiej osobie. Czy skoro wszystkie emocje są pozytywne, powinniśmy akceptować każdą formę ich okazywania? No nie, oczywiście nie.

Wyobraźmy sobie takiego dorosłego, który zniecierpliwiony w sklepie zaczyna rzucać zakupami albo krzyczeć na kasjera. Choć taki obraz jest w kontekście sytuacji społecznych dość egzotyczny, to chyba każdy z nas słyszał takich klientów, którzy mamroczą coś pod nosem, albo tych, którzy z pretensją żądają od kasjera otwarcia kolejnego kasy. A kto miał do czynienia z dziećmi, ten wie, jak spektakularne potrafią być ich formy wyrażania emocji. Gdy dziecięca złość przeradza się w autoagresję czy agresję, gdy strach zagraża bezpieczeństwu, wtedy jest moment na to, by swoją reakcją ukrócić reakcję emocjonalną dziecka. Jednak doprecyzuję to, aby być dobrze zrozumianą, bo nie chodzi tutaj o to, aby odebrać prawo do wyrażania danej emocji. Chodzi o to, by daną emocję wyrażać w sposób konstruktywny, który pozwoli dziecku odzyskać równowagę bez narażania siebie i innych na psychiczne i fizyczne straty. Myślę, że każda osoba dorosła zapytana o to, czy rozwój emocjonalny dziecka jest ważny, odpowie twierdząco. Jednak równocześnie zapytani o to, jakie działania podejmujemy, żeby ten rozwój emocjonalno-społeczny wspierać, moglibyśmy nie być pewni co do naszej odpowiedzi. Tak na przykład z łatwością wymienimy dziesięć sposób na to, żeby rozwijać ten obszar fizyczny w życiu dziecka. Możemy wymienić dziesięć przedmiotów, które dziecko posiada w pokoju, które wspierają je w rozwoju na przykład umiejętności czytania, jeżeli to jest dziecko na tym etapie już nauki czytania. Pokoje naszych dzieci są wypełnione zabawkami, które uczą je liczyć, rozpoznawać kolory, dopasowywać kształty. Niewiele rzeczy z tych, które oferujemy dzieciom, dotyczy obszaru emocjonalnego czy też emocjonalno-społecznego, bo to często idzie w parze. Warto zwrócić uwagę, że ten problem sięga piętro wyżej. Jeżeli przyjrzymy się ofercie zajęć pozaszkolnych, która kierowana jest do dzieci, szybko zauważymy, że różne firmy animujące ten pozaszkolny czas czy poprzedszkolny czas najmłodszych oferują dzieciom zajęcia związane z nauką języka, zajęcia ruchowe, zajęcia artystyczne. Czasami są to również zajęcia, które podnoszą kompetencje takie logiczne czy związane z umiejętnościami szkolnymi, natomiast ogromną rzadkością jest istnienie w takiej ofercie zajęć związanych z rozwijaniem kompetencji emocjonalnych czy też społecznych. Co więcej, bo takie zajęcia pojawiają się w ofercie dla dziecka, pojawiają się one dopiero w momencie, w którym pojawia się problem, w którym potrzebujemy dziecko terapeutyzować i wtedy takie zajęcia dostępne są dla dziecka na przykład w poradniach psychologiczno-pedagogicznych. To takie niepokojące, bo faktycznie, pomimo posiadania bardzo wysokich kompetencji w każdym z innych obszarów, pomimo geniuszu muzycznego, artystycznego, pomimo niebywałych zdolności logicznych czy umiejętności, które pojawiają się bardzo wcześnie, jeżeli rozwój emocjonalny dziecka nie będzie przebiegał pomyślnie, to dziecko czy już potem osoba dorosła, która niegdyś była tym dzieckiem, nie będzie miało możliwości wykazać się w danym obszarze lub wykazać swojego pełnego potencjału właśnie przez te wszystkie trudności związane z rozwojem emocjonalnym.

Na tym etapie warto zastanowić się, dlaczego jest tak jak jest. Dlaczego, pomimo tego że mamy świadomość, że rozwój inteligencji emocjonalnej i działanie w tym zakresie jest bardzo ważne dla funkcjonowania dziecka zarówno w tym życiu takim dziecięcym jeszcze, jak i później w życiu dorosłym, dlaczego, mimo tego, w naszej ofercie i w wachlarzu tych działań, które podejmujemy w kierunku dziecka, jest tak niewiele działań skierowanych na rozwijanie tych emocji? Myślę, że tutaj odpowiedzią na to jest z jednej strony nasz rozwój emocjonalny, jak i to, jakie doświadczenia w tym zakresie mamy. Pokolenie naszych rodziców nie było to pokolenie, które było nastawione na rozwój inteligencji emocjonalnej, ponieważ ten temat jest stosunkowo nowy. Nie było to pokolenie, które w sytuacjach trudnych lub niepokojących poszukiwało wiedzy w Internecie. Nie było to pokolenie, które zasięgało porady, które korzystało z porad specjalistów, które korzystało z poradników. Wszystkie takie działania były traktowane jako porażki.

Kolejnym, bardzo istotnym doświadczeniem w życiu każdej osoby, jest doświadczenie edukacji szkolnej. Jeżeli sięgniemy wspomnieniami do czasów edukacji podstawowej, szybko przypomnimy sobie, że znaczny akcent kładziony był tam na naukę czytania, na prędkość wykonywania obliczeń matematycznych, na umiejętności związane z szybką nauką języka obcego, na różne kompetencje związane z rozwojem fizycznym, na sukcesy w tym zakresie, natomiast bardzo ciężko będzie przywołać nam we wspomnieniach jakiekolwiek działania, które dotyczyły rozwijania kompetencji społecznych czy też rozwijania kompetencji związanych z rozwojem inteligencji emocjonalnej. Jeśli jednak bardzo mocno się skupimy, przypomnimy sobie, że faktycznie w szkole była jedna taka rzecz, która dotykała tej materii związanej z emocjami i były to, za moich czasów tak nazwane, dzienniczki uwag, co pokazuje jakby, jaką perspektywę i jakie stanowisko przyjmowały osoby dorosłe związane z edukacją w kontekście rozwoju emocjonalnego, bo w takich dzienniczkach uwag rzadko kiedy były wpisywane jakiekolwiek pozytywne zachowania dziecka, natomiast niesamowicie mocno i niesamowicie znacząco piętnowane były zachowania, które były w odbiorze osoby dorosłej zachowaniami negatywnymi, związanymi właśnie z okazywaniem złości czy z jakimś protestem, czy z okazywaniem frustracji związanej z różnymi zagadnieniami wynikającymi w szkole. To pokazuje, że przez bardzo, bardzo długi czas uczeni byliśmy albo tego, aby na temat emocji nie rozmawiać w ogóle, albo tego, aby te emocje ukrywać i właściwie to karać. To sprawia, że w zależności od tego, jaki mieliśmy temperament albo ta złość i te emocje, których odczuwanie nie jest dla nas przyjemne, narastały w nas i były przez nas w niewielkim stopniu rozumiane, bo nie mieliśmy szansy takiego wglądu w te emocje, albo otrzymywaliśmy informacje, że jakby okazywanie tych emocji jest rzeczą właściwie nie tylko zbędną, ale i niepoprawną, nieaprobowaną i taką, która pojawiać się nie powinna.

Naturalną konsekwencją zakończenia edukacji szkolnej jest znalezienie się w nowej przestrzeni, którą jest środowisko zawodowe. Jest ono nastawione na to, że już nie edukuje, a raczej korzysta z umiejętności, które posiadamy. W związku z tym w najlepszym wypadku na tym etapie mieliśmy możliwość zorientowania się, że posiadamy jakieś deficyty w zakresie kompetencji związanych z emocjami czy kompetencji społecznych, a w najgorszym wypadku możemy uświadomić sobie, że z niewyjaśnionych dla nas przyczyn mamy trudności związane na przykład ze współpracą. Jeżeli spojrzymy w ten sposób na nasze doświadczenia jako osób dorosłych, dość łatwo przychodzi nam zrozumieć, że jest nam trudno rozmawiać z dziećmi na temat emocji. Nie jest to dla nas naturalne, abyśmy dzieciom proponowali pewne działania, bo sami tych działań nigdy nie doświadczaliśmy. Nie przychodzi nam z łatwością kreowanie sytuacji, w których dziecko będzie mogło rozmawiać językiem emocji, te emocje wyrażać, bo jest to dla nas sytuacja czasami nie tylko trudna, ale również i krępująca, bo dzielenie się emocjami wymaga pewnego oswojenia się z ich wyrażaniem. W moim odczuciu to właśnie jest przyczyną, która sprawia, że jako dorośli chętniej oferujemy dziecku działania, w których czujemy się kompetentni, w których czujemy się swobodnie, a z mniejszą częstotliwością oferujemy właśnie te działania, w których nie czujemy się tak swobodnie i mam tutaj na myśli właśnie rozwijanie kompetencji emocjonalnych i społecznych.

Poza tym omówionym brakiem swobody w rozwijaniu kompetencji emocjonalnych częstym utrudnieniem jest dla nas brak wiedzy w tym zakresie. Nie potrafimy ocenić, czego oczekiwać od dziecka na poszczególnych szczeblach edukacyjnych. Nie jest to tak proste jak w innych zakresach edukacyjnych, na przykład jeżeli pomyślimy o nauce czytania czy na przykład o nauce liczenia, wykonywania obliczeń, wiemy i dokładnie jest to opracowane w różnych publikacjach metodycznych, czego oczekiwać od dziecka na danym etapie. Dużo trudniej odszukać publikacje, które w sposób szczegółowy zaprezentują, jakie kompetencje posiada dziecko trzyletnie, czego oczekiwać od dziecka czteroletniego, co powinno nas martwić u dziecka pięcioletniego, sześcioletniego, jakie reakcje na tym etapie są jeszcze akceptowane, powinny być akceptowane, jakie sytuacje w danym miejscu powinny nas znacząco niepokoić. Jest to pewną trudnością dla nas, bo nie do końca wiemy, czego od tego dziecka oczekiwać.

I tutaj warto zastanowić się, co na ten rozwój emocjonalny wpływa. Jest to w pewnym sensie odpowiedź na to, czego oczekiwać od dziecka i na co zwrócić uwagę, co rozwijać. Stworzenie listy takich rzeczy, które wpływają na funkcjonowanie emocjonalne dziecka, jest niemalże niemożliwe. Jeżelibyśmy próbowali ją stworzyć, ta lista byłaby niesamowicie długa. Niemniej nie każdy element tej listy ma równe znaczenie dla każdej z osób, ponieważ znacząco się między sobą różnimy, temperamentem, innymi doświadczeniami. W tym sensie pewne działania, pewne sytuacje, które dla jednego dziecka mogłyby nie mieć żadnego znaczenia, u innego dziecka mogą powodować bardzo silny lęk, z którym dziecko będzie się mierzyło jeszcze przez wiele, wiele dni, tygodni. To potrafi się przedłużać niestety. Z drugiej zaś strony czasami błahe opowiadanie potrafi zmienić postawę dziecka na przykład wobec innego dziecka czy wobec jakiegoś zachowania, co dla innego dziecka mogłoby okazać się zupełnie nieistotne. Pomimo różnic między nami, są takie elementy, które możemy powiedzieć, że stanowią wspólny mianownik i pozwalają wyznaczyć czynniki, które mają istotny wpływ na rozwój emocjonalny dziecka.

Pierwszą taką kwestią, jak zawsze, jest wiek. Ale nie jest to sprawa tak oczywista, jak mogłoby się wydawać, bo nie chodzi tu o wiek metrykalny dziecka, ale o wiek rozwojowy. Różnica między wiekiem metrykalnym a wiekiem rozwojowym dziecka jest taka, że ten wiek metrykalny to jest wiek liczony od dnia narodzin dziecka, a wiek rozwojowy to jest wiek, który oceniamy, korygując go doświadczeniami rozwojowymi dziecka. Z tego względu, jeżeli zauważamy globalnie opóźniony rozwój dziecka w różnych zakresach, zarówno fizycznym, zarówno w rozwoju mowy, w rozwoju poznawczym, w rozwoju wszelkich innych sfer, to nasze oczekiwania względem zachowań emocjonalnych dziecka powinny być dostosowane do rozwoju takiego holistycznego, globalnego tego dziecka. Nie jest to takie pozytywne, aby dzieci porównywać. Z jednej strony jest to cenna informacja, bo widząc troje dzieci w piaskownicy, być może któryś rodzic ma tę możliwość, aby uświadomić sobie, że jego dziecko wymaga większego wsparcia albo że jego dziecko ma talent w jakimś zakresie, w drugą stronę patrząc, lub rozwija się wyjątkowo szybko. Z drugiej zaś strony, jeżeli mamy taką chęć, aby oczekiwać, że skoro trzylatek naszej koleżanki potrafi już w taki sposób rozmawiać na temat emocji, wyrażać je w taki sposób kontrolowany, to nasze dziecko też koniecznie musi zacząć robić to od jutra. Moglibyśmy się co najwyżej sfrustrować. Wszystko, czego oczekujemy od dziecka, wszystko, co mu oferujemy, wszystko, co chcemy mu zaproponować, powinno odnosić się przede wszystkim do globalnego rozwoju dziecka, czyli do tego wieku rozwojowego. Jeżeli więc wiemy, że ten rozwój przebiegał wolniej, powinniśmy oczekiwać rzeczy na etapie adekwatnym do wieku rozwoju takiego ogólnego dziecka.

Drugą istotną rzeczą jest to, że inteligencja emocjonalna, tak jak każdy inny rodzaj inteligencji, podlega ćwiczeniom, podlega stymulacji. Czym więcej pozytywnych doświadczeń, pozytywnych i takich wartościowych rozwojowo gromadzimy, tym lepiej dla nas, tym ten poziom inteligencji emocjonalnej będzie wyższy. I tutaj ze względu na specyfikę tego obszaru bardzo istotny jest styl komunikacyjny, jaki występuje w naszej rodzinie. Jest to bardzo duża trudność dla osób dorosłych, aby prowokować dziecko do wyrażania emocji. Z tego względu, że tak jak było mówione wcześniej, ze względu na nasze różne doświadczenia nie bardzo jesteśmy jako osoby dorosłe uczeni tego, aby nasze emocje nazywać, aby o nich mówić, aby o nich rozmawiać. Zwykle rozmawiamy o faktach. To widać nawet kiedy odbieramy dziecko z przedszkola czy ze szkoły, pytamy, co robiłeś, z kim się bawiłeś, jaką zabawką się bawiłeś. Rzadko kiedy pytamy tak po prostu, jak minął ci dzień, co ucieszyło cię dzisiaj najbardziej, co sprawiło ci dzisiaj największą przyjemność. A to są takie pytania, które byłyby warte właśnie zadania. Często jednak, kiedy rozmawiamy z osobami dorosłymi i chcemy podnosić ich kompetencje, takie rodzicielskie czy też pedagogiczne w tym zakresie, można dojść do wniosku podczas takich rozmów, że dorośli ten język traktują jako język sztuczny, jako taki robotyczny, zautomatyzowany, bo to nie są ich komunikaty płynące od wewnątrz.

Warto jednak wiedzieć, że czym częściej takiej komunikaty stosujemy, nawet dlatego że się ich nauczyliśmy, bo zapamiętaliśmy na przykład teraz, żeby nie pytać tak często o fakty, a pytać częściej o emocje i choć z pozoru na początku wydaje nam się, że ten język jest nienaturalny, że to nie jest nasz taki wewnętrzny komunikat, z czasem ten język emocji staje się naszym własnym językiem i z jednej strony nam, osobom dorosłym, jest łatwiej rozmawiać na temat emocji i wprowadzić ten otwarty taki styl komunikacji, bardziej emocjonalny, w naszych rodzinach, a z drugiej strony oczywiście umożliwiamy dziecku, by dla niego ten język był tym językiem automatycznym, by ono w przyszłości jako osoba dorosła czuło się bardzo swobodnie, stawiając takie pytania i przyglądając się swoim emocjom.

Kolejny, istotny element jest parafrazą przysłowia niedaleko pada jabłko od jabłoni. Choć to stwierdzenie nie jest prawdziwe dla wielu obszarów rozwojowych, w kontekście rozwoju emocjonalno-społecznego mówimy tutaj o takim zjawisku, które nazywa się w literaturze przedmiotu modelowaniem. Każdy z nas intuicyjnie rozumie, do czego odnosi się modelowanie. Jest to pewną formą naśladownictwa. Co więcej, nie tylko rozumiemy samo to określenie, ale i stosujemy w praktyce, kontrolując na przykład język, jakim wyrażamy emocje przy dziecku. Modelowanie ma jednak dużo większą siłę, bo dzieci nie tylko słuchają tego, co my mówimy i uczą się słów, które wypowiadamy, ale naśladują także nasze zachowania. Nie zawsze wprost. Jeżeli dziecko na przykład obserwuje sytuacje, w których rodzic jako kierowca frustruje się zachowaniem innego kierowcy na drodze i rodzic komunikuje to w sposób impulsywny, z dużo większym prawdopodobieństwem nasz malec w przyszłości będzie równie impulsywnie okazywał swoje emocje.

Pewną niesprawiedliwością w działaniu modelowania jest fakt, że dużo szybciej, z dużo większą siłą działają na dziecko te wzorce negatywne niż wzorce pozytywne. Być może ze względu na to, że te mniej aprobowane często są dużo bardziej intensywne. Nie byłabym sobą, gdybym jako logopeda nie zwróciła uwagi na rozwój mowy w kontekście rozwijania emocji. Chociaż większości dorosłych logopedia kojarzy się z doskonaleniem prawidłowej artykulacji głoski R czy głosek SZ, RZ czy DŻY, chodzi tutaj o rozwój takiej umiejętności komunikacyjnej, czyli zdolności do tego, aby korzystać z języka jako formy wyrażania naszych poglądów, opinii czy też potrzeb. Jeżeli wyobrazimy sobie kilkulatka, który tej umiejętności nie posiada, nie komunikuje się w sposób płynny lub komunikuje się pojedynczymi dźwiękami, nie mam absolutnie możliwości, aby werbalnie wyrazić swoje emocje. Może je sygnalizować w każdy inny, dostępny dla niego sposób. I w takiej sytuacji, kiedy dziecko nie posiada tych kompetencji takich komunikacyjnych, musimy zaakceptować fakt, że te emocje będą przybierały formę powiedzmy mniej aprobowaną społecznie, bo dziecko frustruje sam fakt braku możliwości zakomunikowania tych potrzeb. Jest to istotne z tego względu, że w sytuacji, w której obserwujemy zaburzenia w rozwoju mowy czy jakieś opóźnienia, powinniśmy zasięgnąć tej porady już nie tylko ze względu na sam fakt taki logopedyczny na ten aspekt braku tej mowy, tylko mając na uwadze również to, że brak mowy pozbawia dziecka możliwości precyzyjnego komunikowania jego potrzeb i emocji.

W kontekście rozwijania emocji i zachowań emocjonalno-społecznych dziecka często przywołuje się teorię przywiązania. Jest to teoria, za której ojca uznawany jest John Bowlby i ta teoria mówi o tym, że to, w jaki sposób wykształtujemy relację z bliską nam osobą, tutaj najczęściej jest to matka, w taki sposób będziemy kształtowali relacje emocjonalne i emocjonalno-takie społeczne z innymi ludźmi, z rówieśnikami czy też w przyszłości z naszymi partnerami. I wskazuje się tutaj na cztery style przywiązania. Pierwszy z tych stylów to jest styl bezpieczny, no i jest to ten powiedzmy jak najbardziej aprobowany, ten, którego najbardziej byśmy oczekiwali, kiedy to dziecko jest przywiązane do matki w taki sposób, że ma zaufanie, niezależnie od tego, czy ona jest aktualnie przy nim, czy jej nie ma. Ma zaufanie wobec tego, że ona przyjdzie, że ona wróci. Jest pewne co do tej relacji, jest pewne co do jej miłości, jest pewne co do tej sytuacji, w której się znajduje. Czuje się bezpiecznie. Jest to styl bezpieczny, tak jak nazwa wskazuje.

Kolejnym takim stylem jest styl lękowo-ambiwalentny. Jest to taka sytuacja, w której dziecko jest związane z matką, jednak nie ma ono pewności co do sytuacji, w której się znajduje. Nie jest to rzecz uświadomiona. I nie chodzi tutaj o to, że dziecko podważa jakby miłość swojego rodzica, bo nie, ale jakby podważa swoją kompetencję do funkcjonowania bez rodzica przy sobie. Często wynika to z nadopiekuńczości rodzica, kiedy rodzic cały czas, nieświadomie, chcąc dobrze, wspiera dziecko, mówiąc nie bój się, jestem tutaj, chodź, wybierzemy, zrobimy coś razem, mamusia pójdzie z tobą. Często takie zachowania w sposób nieświadomy sprawiają, że dziecko wyciąga ten błędny wniosek, że bez obecności rodzica ono jest niekompetentne. Więc w sytuacji, w której z tym rodzicem miałoby się rozstać, czuje się niebezpiecznie, czuje, że musi zrobić wszystko, żeby ten rodzic przy nim pozostał. I to są takie dzieci, które często płaczą, krzyczą, zaczynają tupać, próbują we wszelkie możliwe sposoby zadziałać tak, aby ten rodzic pozostał przy nim. Próbuję tego rodzica innymi słowy kontrolować. A w życiu dorosłym echem tego jest również ta stała potrzeba kontroli. Brak zaufania co do partnera, z którym jesteśmy. Potrzeba stałej bliskości jako jakby ten sposób na to, aby czuć się bezpiecznie w relacji.

Innym takim stylem, na który wskazuje John Bowlby, jest styl unikający. I to jest taki styl, w którym zamykamy się. Nie chcemy naszych emocji okazywać. Jesteśmy osobami bardzo skrytymi, cichymi. Jest to często echem tego, że nasze potrzeby emocjonalne nie były zaspakajane w sposób, który nam był potrzebny. I nie chodzi tutaj też o jakieś patologiczne zachowania rodziców, bo często te zachowania są nieświadome. Jeżeli po prostu poświęcimy za mało uwagi dziecku, nie jesteśmy wystarczająco wrażliwi, aby jego potrzeby spełniać, dziecko może dojść nieświadomie do błędnego wniosku, że w takim razie wyrażanie tych emocji nie jest sprawą ważną, nie jest sprawą wartą, bo do niczego jakby nie dąży, tą drogą do niczego nie dochodzi i dziecko nie osiąga tego, czego by potrzebowało w danej chwili. I ten styl nazywa się stylem unikającym, bo dziecko tego kontaktu potem unika.

A czwarty styl to jest styl zdezorganizowany, ale jest on już wynikiem takich skrajnych patologii, kiedy potrzeby dziecka są deprymowane, kiedy dochodzi do skrajnego zaniedbania, więc mam nadzieję, że jest on w naszych obserwacjach rzadkością. I tutaj jakby echem tego w życiu dorosłym są różne patologiczne sytuacje okazywania emocji. Ostatnia kwestia, na którą chciałam zwrócić uwagę w kontekście rozwoju inteligencji emocjonalnej, to rola nauczyciela. Niektóre z tych aspektów, na które zwrócę tu uwagę, można także odnieść do relacji rodzica i dziecka.

Wybrałam nauczyciela z tego względu, że to z reguły pierwsza dorosła osoba, która nie jest członkiem rodziny, ale buduje znaczącą dla dziecka relację. To sprawia, że jeżeli jesteśmy rodzicami, musimy doceniać tą pozytywną relację dziecka z nauczycielem i nie stawiać malucha w takiej sytuacji, w której tego nauczyciela krytykujemy, niezależnie od tego, czy ta nasza krytyka jest zasłużona, czy też nie. Nie warto tego robić przy dziecku. Warto jakby załatwić wszystkie te sprawy poza jego świadomością. Z drugiego punktu widzenia rola nauczyciela jest ważna, więc my jako nauczyciele, jako osoby pracujące z dziećmi musimy mieć tę świadomość, że wszystko to, co robimy, podlega obserwacji dziecka i w sposób nieświadomy na drodze modelowania ono również wyciąga pewne wnioski. Są też rzeczy, które jakby dziecko przyjmuje wcale nie na drodze modelowania, ale wprost są to nasze działania jakieś pedagogiczne i wychowawcze, i nie zawsze niestety są one fortunnie dobrane. Z jednej strony wszyscy wiemy i to jest oczywiste, że nie powinno się podnosić głosu, ale to jest rzecz tak jakby pewna, wiemy, że tego się nie powinno robić. Z drugiej zaś strony rzadko uświadamiamy sobie, że często do dziecka kierowane są groźby w takiej formie bardzo łagodnej, bo nie chodzi mi tu o rzeczy karane gdzieś tam prawnie oczywiście, tylko chodzi mi o takie groźby typu, jeśli nie zrobisz tego, co powiem, nie będziesz się bawił. Jeśli nie przestaniesz tego robić, nie będziesz się bawił.

Jeżeli na przykład dzieje się to w sytuacji, w której dziecko okazuje swoją złość i my mamy świadomość, że złość jest reakcją na poczucie zagrożenia, w jakim się znaleźliśmy, a my stawiamy dziecko w sytuacji, w której padła wobec niego kolejna groźba, to siejemy spustoszenie w jego sytuacji emocjonalnej na dany moment. Na pewno nie pomagamy mu rozwinąć inteligencji emocjonalnej, wręcz przeciwnie, uczmy dziecko, że w sytuacji zagrożenia może go spotkać ze strony dorosłych co najwyżej kolejne zagrożenie. Siłą rzeczy potęgujemy jego reakcje obronne. Jeśli jest to złość, możemy tą złość jedynie wzmagać.

Kolejną taką rzeczą, która jest wszechobecna w świecie pedagogicznym, jest ocenianie. I choć jakby jestem zdania, że to ocenianie wszystkich innych obszarów jest rzeczą, która nie działa korzystnie na rozwój dziecka czy w przyszłości osoby dorosłej, mam takie przekonanie, że miną lata świetlne, zanim pedagogika dojrzeje do tej myśl i jeszcze dużo czasu dzieli nas od tego aż to ocenianie ze szkół zniknie. Jednak jest taki obszar pedagogiki, którym jest wychowanie przedszkolne, gdzie to ocenianie, przynajmniej w teorii, nie występuje. I faktycznie wiele obszarów jest wolne od ocen. To, jak dziecku wychodzą pewne zadania manualne, jak dziecku wychodzą pewne działania z zakresu rozwoju fizycznego i to jest jak najbardziej w porządku. Jednak jest jeden obszar, który niefortunnie nie został odporny na te wpływy ze szkoły, czyli no ocenianie właśnie. Jest to obszar emocjonalno-społeczny.

Często zachowanie dziecka jest punktowane, niezależnie od tego, czy są to oceny w formie słoneczek, serduszek czy chmurek, jest to niczym innym jak oceną i jest właśnie tak przez dziecko przyjmowane. I literatura przedmiotu czy też w ogóle wszelkie doniesienia takie pedagogiczne, psychologiczne, już niejednokrotnie potwierdziły, że takie stosowanie oceniania, stosowanie kar i nagród z zewnętrznych systemów motywacyjnych negatywnie wpływa na rozwój osobowości dziecka, na rozwijanie się tych cech, na których by nam zależało. Jeżeli dziecko wiąże swoje zachowanie z otrzymaniem nagrody lub kary w postaci tej oceny słoneczka, serduszka, to nigdy nie dojdzie do wniosku, że to zachowanie jest ważne dla niego. A nam właśnie o to chodzi, żeby to dziecko czuło, że te emocje, że to, w jaki sposób je wyraża, to ma służyć jemu, przede wszystkim temu dziecku. I reszcie dzieci jakby siłą rzeczy, reszcie społeczeństwa, żeby po prostu te emocje były wyrażane w sposób aprobowany, w sposób niezagrażający innym.

Tutaj przychodzi mi na myśli to sformułowanie, którego chyba się nigdy niewyzbędziemy, bo ja też w swoim życiu słyszałam je wielokrotnie i zawsze mam je gdzieś z tyłu głowy, bądź grzeczny albo zachowuj się. Bądź grzeczny z reguły pada w sytuacji, w której oczekujemy od dziecka dostosowania albo uległości wobec naszego polecenia. I jest bardzo niefortunnym zwrotem, bo siłą rzeczy z biegiem czasu, choć dziecko nie nazwie tego w taki sposób, bo jakby językowo funkcjonuje jeszcze na innym poziomie, dziecko wiąże to z uległością i wiąże to z dostosowaniem. I w zdecydowanie innym świetle stawialibyśmy sytuację, gdybyśmy wprost formułowali komunikaty na przykład w taki sposób, będąc w teatrze, tutaj nie rozmawiamy, twoja rozmowa mogłaby przeszkodzić innym w oglądaniu tego spektaklu. To jest w porządku. Nie chodzi o to, żeby nie uczyć dziecka dostosowania się do pewnych zasad. Te zasady regulują nasze życie. Jest światło czerwone, nie przechodzimy na drugą stronę. To zapewnia nam bezpieczeństwo. Niemniej jeżeli sformułujemy nasze oczekiwania wobec dziecka wprost, postawimy je w takiej sytuacji, w której zacznie ono rozumieć, z jakiej potrzeby wynika dostosowanie się do tej zasady.

Zwrócimy uwagę na to, że moglibyśmy przeszkodzić innym, że coś zagraża naszemu bezpieczeństwu i siłą rzeczy dziecko wtedy takie zasady może przyjąć jako istotne dla siebie i je tak zwane zinternalizować, przyjąć za własne, zacząć z nich korzystać w życiu jako swoich własnych zasad. Jeżeli natomiast dziecko otrzymuje komunikat bądź grzeczny, nie buduje to żadnej myśli związanej z jego zachowaniem i w żaden sposób nie trafia do dziecka jako coś, co dziecko chciałoby kontynuować, chciało mieć. A nawet jeśli bądź grzeczny znaczy bądź uległy, to nie jest to postawa, którą chcemy w dziecku budować, bo dziecko raczej wolelibyśmy, aby było dzieckiem asertywnym i potrafiło jakby zadbać o swoje bezpieczeństwo, o swój komfort i o swoje potrzeby także. Znajomość tych wszystkich czynników, które wpływają na rozwój emocjonalny dziecka, jest bardzo cenna. Pozwalają one z jednej strony być bardziej czujnym obserwatorem, który będzie mógł dostrzegać dziecko w różnych kontekstach i w związku z tym wpływać na rozwój inteligencji emocjonalnej, jak i wskazują na to, w jakich obszarach możemy zadziałać, jeżeli obserwujemy jakieś martwiące zachowania w sytuacji emocjonalnej dziecka.

Co więcej moglibyśmy zrobić, aby sprzyjać rozwojowi inteligencji emocjonalnej dziecka? Pierwsza rzecz jest bardzo prosta, a równocześnie bardzo niedoceniana w takiej codzienności i to jest zabawa. Chodzi o taką zabawę, mówi się często w literaturze przedmiotu o dwudziestu minutach chociaż takiej zabawy dziennie, która polega na tym, że nie ma zasad. Jest to zabawa na zasadach właściwie dziecka. Tak jak dziecko ją wykreuje, zaproponuje, w to, w co ono chce się bawić. Zabawa jest podstawowym językiem dziecka. Jeżeli ono proponuje jakąś aktywność, to najwyraźniej ma ku temu jakieś powody i właśnie wykreowanie tej zabawy na takich zasadach, jakie proponuje dziecko, umożliwia nam poznanie tych powodów, a tym samym poznanie emocji dziecka, które jeszcze nie jest nauczone, jak je werbalizować, również ze względu na to, że brak mu po prostu tych lingwistycznych zasobów do tego, by pewne rzeczy ponazywać. Ono jeszcze nie wie, nie do końca czasami rozumie, jak się czuje, ale w zabawie na drodze swojego zachowania potrafi nam to zaprezentować. Kolejnym takim cennym elementem jest właśnie nazywanie emocji.

Tak jak wspomniałam, dzieci często jeszcze nie operują takim językiem, nie potrafią tych emocji nazywać, głównie dlatego, że z tymi emocjami, z ich nazywaniem się rzadko spotykają. W związku z tym to, co jest istotne dla nas, to to, żeby właśnie te emocje nazywać w naturalnych sytuacjach, w których one się pojawiają. Jeżeli obserwujemy, że dziecko na przykład tupie nogami, pytamy je, dlaczego to robi, my wiemy, że ono jest zdenerwowane, ale ono jeszcze tego nie potrafi nazwać, możemy mu w tym dopomóc. I jeżeli dziecko mówi, że nie wie, możemy mu powiedzieć o, widzę, że jesteś zły. A dlaczego się tak zdenerwowałeś? To sprawia, że dziecko z jednej strony poznaje nazwę tej emocji, potrafi ją nazwać, potrafi ją rozpoznać, a z drugiej strony także ma przestrzeń do tego, żeby poszukać przyczyn takiego stanu swojego nastroju. To, co ważne na tym etapie, to to, żeby nazywając emocje, nie popaść w ten stan, kiedy dziecku te emocje podpowiadamy, a wręcz próbujemy mu je wmówić. Mam przed oczami taką sytuację, w której dziecko zapytane po sytuacji z drugim dzieckiem, jakiejś kłótni takiej rówieśniczej, rozmawiało z mamą i mama wielokrotnie w trakcie tej rozmowy powtórzyła, a czyli było ci smutno. I to dziecko odpowiadało nie, w porządku, tam dogadaliśmy się, było okej. Rozumiem, że było ci przykro. Jest to moment, w którym jakby przekroczyliśmy tą granicę i z jednej strony mamy kompetencje niewątpliwie do tego, żeby rozmawiać na temat emocji, ale tutaj przekroczyliśmy tą granicę, kiedy staramy się zrozumieć emocje dziecka, przekładając swoje emocje i to, co być może my byśmy czuli w sytuacji kłótni, tej przykładowej, na to, co czuło dziecko.

Więc chodzi tutaj o to, żeby dać dziecku wypowiedzieć autentycznie jego emocje. Jeżeli coś dla niego jest w porządku, to nie starajmy mu się wmówić, że tak nie było, jeżeli dla niego to jest okej. Dzieci niejednokrotnie zaskakują swoim sprytem i przebiegłością, i tak jest również, jeżeli chodzi o rozwój emocji i inteligencji emocjonalnej, bo dzieci często wykorzystują ją do tego, aby wpływać na rodzica i odzyskiwać jego uwagę, bo o tą uwagę często chodzi. Jeżeli dziecko wyczuwa, że jakaś jego emocja w oczach rodzica jest tą, która zasłużyła na większą uwagę, to dziecko tą emocję częściej będzie prezentowało. Jeżeli rodzic reaguje wyjątkowo uważnie w sytuacji złości czy wyjątkowo uważnie w sytuacji jakiejś nieśmiałości, smutku czy niepewności dziecka, dziecko częściej będzie korzystało z tego narzędzia, aby budować relacje z rodzicem na zasadzie właśnie tego wpływu dziecka na rodzica.

Warto pomyśleć też o naszej uwadze jak o narzędziu, które w głównej mierze wzmacnia niektóre zachowania u dziecka. W tym sensie lubię powtarzać, że teatr potrzebuje widza. Jeżeli jesteśmy świadkami tego dziecięcego teatru, kiedy dziecko swoją frustracją czy jakimś obrażaniem się na nas próbuje coś ugrać i próbuje zyskać nad nami kontrolę w danej sytuacji, warto po prostu przeczekać i nie dawać dziecku uwagi, o którą walczy, jeżeli czujemy, że sytuacja jest bezpieczna i jeżeli nie dzieje się nic, co temu dziecku zagraża. To w takiej sytuacji warto powiedzieć do dziecka, jak się uspokoisz, proszę, przyjdź, porozmawiamy o tym i to jest wystarczająco okej. Dziecko wtedy uczy się, że sposób, w jaki pokazuje daną emocję, nie jest tym sposobem aprobowanym i na pewno nie z dnia na dzień, ale z biegiem czasu będzie to zachowanie modyfikować, żeby uzyskać to, czego potrzebuje, czyli właśnie uwagę rodzica. To, co było powiedziane już wcześniej, to stosowanie kar i nagród. Zarówno stosowanie nagród za zachowania, które aprobujemy i które chcemy, aby się powtarzały, jak i stosowanie kar za zachowania, których nie chcemy, nie sprzyja temu, żeby tą inteligencję emocjonalną budować. To, czym należy je zastępować, to jest rozmowa przede wszystkim, a w sytuacjach, które koniecznie tego wymagają, konsekwencja w miejscu kary, która będzie odnosiła się jak najbardziej bezpośrednio do danej sytuacji. W tym sensie, jeśli dziecko na przykład zrobiło bałagan, musi ten bałagan posprzątać. Ważne też, aby pamiętać, aby konsekwencja następowała bezpośrednio po danym zdarzeniu, bo dla dziecka jest to trudne, aby wyciągnąć wnioski z tego, co zaszło na przykład w poniedziałek i powiązać to z sobotnią konsekwencją.

Ostatnia rzecz, którą chciałam zaproponować, to czytanie. Chodzi mi tutaj o takie czytanie, w którym to, co zaproponujemy dziecku, teksty, które mu zaproponujemy, będą również dotyczyły emocji lub my sprawimy, że one w większym stopniu będą tych emocji i postaw jakichś społecznych dotyczyły. W tym sensie, jeśli czytamy dziecku jakieś opowiadanie, warto po jego zakończeniu lub w danym fragmencie, który bardziej dziecko zainteresuje, zapytać, co dziecko na ten temat myśli, czy ono uważa, że to jest w porządku, czy ono uważa, że powinno się zrobić inaczej, dlaczego tak się powinno zrobić, jak ono zachowałoby się w danej sytuacji. Książka jest dla nas dużą pomocą, bo w sytuacji, w której rozmawianie na temat emocji nie przychodzi nam intuicyjnie, możemy posiłkować się zdarzeniem fikcyjnym, które zostało wykonane, przedstawione w tej książce i dzięki temu rozmawiać z dzieckiem w sposób również łatwiejszy dla nas. Dodatkowo taką korzyścią czytania książki jest to, że dziecko, które jest na przykład skryte i zamknięte, nie chce rozmawiać na temat swoich emocji, ma szanse porozmawiać tak naprawdę na ich temat, ale odnosząc się do postaci z bajki. Możemy zapytać, czy tamta postać zachowała się w porządku, a to dziecko powie nie, z jakiego powodu i oczywiście te powody nie będą powodami tej postaci, bo ich nie znamy, tylko będą powodami, które są związanymi z emocjami tego dziecka. Z tego względu jest to bardziej wartościowa pomoc i nie chodzi tutaj zawsze o bajki terapeutyczne, tylko o jakiekolwiek fabularne opowiadania, gdzie możemy porozmawiać na temat bohaterów. Jako osoby dorosłe rodzice czy też osoby pracujące z dziećmi, często zastanawiając się nad emocjami, dochodzimy do wniosku, że my także mamy takie obszary w zakresie inteligencji emocjonalnej, które wymagają doskonalenia. I takie deficyty kompetencji emocjonalnych czy społecznych oczywiście możemy uzupełniać przez całe życie. Możemy pracować nad różnymi rzeczami, możemy uczyć się strategii wyrażania pewnych emocji. Niesie to korzyść nie tylko naszą taką osobistą i nasze lepsze samopoczucie, ale również będzie wpływało pozytywnie na rozwój inteligencji emocjonalnej naszych podopiecznych i należy o tym pamiętać, i zadziałać w tym kierunku, myśląc nie tylko o sobie, ale o osobach, które są dla nas bliskie. Moją intencją podczas tworzenia tego podcastu było zaprezentowanie rozwoju inteligencji emocjonalnej jako niemniej istotnego obszaru w porównaniu do pozostałych obszarów rozwojowych.

Ponadto chciałam zaznaczyć, że rola osób dorosłych, znajdujących się w najbliższym otoczeniu dziecka, jest niezwykle ważna, a ich otwartość na język emocji konieczna, aby umożliwić dziecku rozwój inteligencji emocjonalnej na miarę jego możliwości z wykorzystaniem potencjału, który posiada. Mam nadzieję, że rozwiązania zaproponowane w tym podcaście nieco ułatwią te zadania. A mówiąc językiem emocji, mam nadzieję, że czujecie się pozytywnie zmotywowani do tego, aby działać w tym zakresie. Dziękuję serdecznie za uwagę.

Justyna: Bardzo dziękujemy, Moniko. Zapraszamy Was do dyskusji oraz podzielenia się opinią o tym odcinku. W tym celu koniecznie odwiedźcie nasz profil na Facebooku, a także dołączajcie do naszej grupy „Przedszkola i żłobki. To dziecinnie proste”. Dziękujemy i do usłyszenia.